Życie dalej płynie kalifornijskim rytmem – jako, że czasu przy kompie za dużo nie mam, a z datami mam ciągle problem – postanowiłem olać chronologię i napisać o paru ciekawszych rzeczach ;)
Dzisiaj jest wyrwany z kontekstu dzień – musiałem wstać o 6.00 na rzecz bycia królikiem doświadczalnym(o tym za chwilę:P). Za to praktyki mam przy swoim kompie w domu – biuro jest dzisiaj nieczynne. Powód może wydawać się idiotyczny (i taki w sumie jest), otóż dzisiaj jest mecz Padres (drużyna bejsbolowa San Diego) i ulice przy stadionie są pozamykane. Jako, że biuro j.simms jest zaraz obok stadionu, Julia zrobiła środę dniem wolnym („bo strasznie ciężko gdzieś zaparkować”). ROTFL, tutaj każdy stara się opierdalać jak tylko można ;)
Tak więc słuchając kiss of life (wpadł mi w ucho ten kawałek + zajebisty teledysk, http://www.youtube.com/watch?v=NK0H3jEwUYc) zabieram się do pisania.
(KD)Królik doświadczalny
To właśnie ja. Kiedy nie znalazłem pieniędzy na ulicy, wpadłem na pomysł żeby zostać królikiem doświadczalnym i badać nowe leki na sobie. Znalazłem, zadzwoniłem, ściemniłem, no i zostałem KD. Do 99% badań trzeba być perfekcyjnie zdrowym albo mieć jakieś niezłe schorzenia. Jako, że trudno na szybko złapać jakiegoś syfa, wybrałem te dla zdrowych. Stałem się niepalącym, ćwiczącym 2 razy w tygodniu, nie upijającym się, śpiącym 8 godzin dziennie człowiekiem (przynajmniej oficjalnie).
Pierwsze badanie do którego mnie wzięli to wpływ kwasu omega3 na koncentracje w przypadku dłuzszego nie spania. Polega to na tym, że biorę tę omegę, potem nie śpię przez 24h i przychodzę na jakieś testy do szpitala (z głową podłączoną do śmiesznych kabelków). Jutro mam testy, czyli dzisiaj dzień niespania:) Najlepsze jest to, że ostatnio zaproponowali mi udział w drugim badaniu – chodzi o to, że po niespaniu idę sobie w kimę u nich (znowu z głową całą w kabelkach). Jak dla mnie bomba, wreszcie znalazłem robotę w sam raz dla mnie:)
Idąc za ciosem, znalazłem badania nowego leku dla ludzi z depresją. Wygooglałem objawy depresji, powiedziałem to lekarzowi – no i teraz raz w tygodniu podjeżdża do mnie fura, zabiera mnie do psychologa, a ja mu mówię jak mi źle. Leków nie biorę, bo tego nie sprawdzają nawet* :)
*Skąd-to-wiem. Przy badaniu nowych leków 50% grupy dostaje placebo. Aby nie wpłynąć na interpretację badań, o tym kto co bierze wie tylko nadzorca całego badania.
Podsumowując - całkiem zabawne są te przygody z lekarzami :)
(C)COMIC-CON
Czyli największa na świecie konwencja fanów komiksów, gier, sci-fi i pochodnych. Szczęśliwie co roku odbywa się w San Diego i 100 tysięcy poprzebieranych 'geeków' przybyło na 4 dni niedawno. Trudno opisać co tu się działo :) Całe miasto żyło tym wydarzeniem – od klubów i kin, po spożywczaki – wszystko związane z comiconem. Nawet moja ukochana riksza to odczuła przez reklamę District 9(nowy film Petera Jacksona) na przyczepie :)
Cały event odbywa się w Convention Center, (jednym z największych tego typu budynków w stanach), 4 dni prezentacji i takich tam największych graczy na rynku. Poza tym w całym downtownie odbywają się wszelkiego rodzaju evenciki, każdy chce się zaprezentować przed tym tabunem ludzi (typu darmowe Playboy'e rozdawane przez miss lipca wraz z lodami*). Dzieje się sporo :) Gdzie ludzie – tam i riksza, dlatego przez prawie cały czas trwania comiconu kręciłem się na rowerze po tym wszystkim.
Bilety na wstęp do Convention Center były wyprzedane już w styczniu (!!), a ceny na necie w trakcie trwania osiągały 500 dolców za 4 dni (!!!). Jak widać, wszyscy wariują na tym punkcie (szczerze to się nie dziwię;p)
Polaczki oczywiście znalazły sposób żeby za darmo się tam wbić :) W niedzielę, ostatni dzień comiconu, zaczepiałem pod hotelem Embassy ludzi wracających już do domu, żeby sprzedali mi wejściówkę swoją :) Embassy to jeden z najlepszych hoteli w mieście więc po godzince pytania miałem w rękach dwie wejściówki :) Czekało nas 5 godzin wizyty na największych targach rzeczy zajebistych na świecie :D Cały ten czas chodziliśmy po prostu z otwartą gębą, oglądając 5 metrowe transformersy, stado batmanów i wszystkich możliwych innych bohaterów, testując nowe gry i polując na darmówki :) Cudem było tam nie wydać żadnych dolców – same cudeńka-gadżety czekające, aż weźmiesz je do domu. Wróciliśmy do domu z koszlkami i całym worem darmowych badziewi :) Takie rzeczy tylko w ameryce :)
*mowa tu o lodach spożywczych ;)
(N)No-limit Texas holdem z ruskimi
A to już świeże wydarzenie, bo rozgrywka była przedwczoraj w nocy. Skąd się tam wziąłem ? Otóż, poznałem pewnego ruska na rikszy, który jak się okazało, gra ze swoimi ziomkami w pokera. Ja oczywiście widząc $$$ na ulicy, musiałem przyjść i spróbować szczęścia. Punkt 22, magazyn na piętnastej i island, stawiłem się w bojowym nastroju.
Pierwsze wrażenie – siędzę przy stole z siedmioma Johnami Malkovicami z „Hazardzistów”. Rosyjski śmieszny akcent, kamienne twarze i pełna powaga. No i dobrzy byli skubańcy. Long story short – przegrałem 40 dolców i wróciłem do domu. Wrócę tam za tydzień się odegrać :P *
*no jeszcze się nad tym zastanowię:) Generalnie z ruskami grać w pokera nie polecam.
(P)Papu
Wszystko tutaj jest łogromne, tak też jest z jedzeniem. 10 kilogramowe puchy konserw to w sklepach normalne (korci mnie, żeby przywieźć jedną do polski, cały akademik miałby szamę przez tydzień:P). Standardowy jadłospis to: śniadanko(bekon, jaja, tosty – tanie i dobre), obiadek(rzeczy pożyczone z kateringu bądź mrożonki) i milion tostów z masłem orzechowym (zapychające;)). Do tego wchodzi mój ulubiony sklep w stanach, czyli 7-eleven (taka nasza żabka 24h, na każdym rogu) wraz z zestawem „Big meal deal”, czyli hot-dog, czipsy i Big Gulp(duże picie jakie tam chcesz, nalewane wprost do kubka) za jedyne 3$ :).
(I)Imprezy
A to w kolejnym odcinku, bo muszę się zabierać do pracy :)
pozdro zza wielkiej wody :)